Jak wpaść w trychologiczną pułapkę i mieć już dość?

87EC6276-F560-47B9-9F0A-E917FF2D5832

Jak wpaść w trychologiczną pułapkę i mieć już dość?

23-24 kwietnia 2022 r., Gdańsk hotel Novotel – myślę sobie; morze, dobra rybka i wagary z wykładów w przyjemnym towarzystwie, bo przecież jestem świeżo po studiach – to można!, …taka ze mnie „świeża rybka biznesu w sprzyjających okolicznościach przyrody”… 

Jadę!

Bo w życiu są pociągi, które podjeżdżają tylko raz, zatem tytułem wstępu…

Zwykle po 40ste ma się nowy plan na życie, przecież mawiają, życie zaczyna się po 40stce. Tak i ja, człowiek z bardzo dużym pokładem życiowego ADHD szukałam nowych pomysłów, ba! A może raczej kolejnego ugaszenia „słomianego zapału”na kolejny pomysł życia.

Ten kolejny pomysł to studia podyplomowe z trychologii. Poszłam mając plany, że nauczę się czegoś dla siebie, bo przecież doświadczanie życia jest kwintesencją życia. Temat fascynujący, problematyka szeroka, ale jak tu właściwie diagnozować, wykonywać zabiegi, gdy jestem spoza branży medycznej, kosmetologicznej, fryzjerskiej? Wśród moich wspaniałych znajomych z roku tyle osób miało już doświadczenie trychologiczne, zabiegi przeprowadzało z taką pewnością; no tak, przecież przy myjce stoi fryzjer, a mezoterapię wykonuje kosmetolog. Trudno się nawet wypowiadać na forum studenckim wśród takich autorytetów, jeśli ma się ten nieszczęsny gen perfekcjonisty, a wokół sami praktycy. Co widzę w obrazie trichoskopowym? A jak się pomylę? Zginę, przepadnę – ja i moja trichoskopia i ten cholerny perfekcjonizm!!!! Na drugich wykładach spokorniałam, bo to nie były wykłady (jak mawiała moja babcia) takie „pitu, pitu”. To była lekcja życia. Stoi przede mną wykładowca, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Trychologicznego i mówi, że ona też na początku popełniała błędy, że też uczyła się na swoim doświadczaniu, ale najbardziej dla niej istotnym był fakt celu, a nie długości i trudności drogi do celu. I ta oczywista, ale jakże niezwykła mądrość spowodowała, że wpadłam w tytułową trychologiczną pułapkę – nie tę, która zdarza się, gdy nie wiemy jak naszemu klientowi pomóc, ale tę która utwierdziła mnie w przekonaniu, że trychologia to żywa nauka, której uczymy się każdego dnia, że z umiejętnościami jak z włosami „nie zawsze się z nimi rodzimy, one muszą wzrastać” tak jak umiejętności, które nabędziesz, gdy praktykujesz, nie trzeba mieć wiedzy dziś, żeby móc zgłębiać ją całe życie. Banalne? Cóż, czasem oświecenie, słynne „eureka”, bywa bardziej odkrywcze, niż wydumane biznes plany na całe życie. To się chyba nazywa dotarcie do źródeł – własnych potrzeb, bo wyobraźnia zawsze jest bogatsza od wiedzy.

I tu właśnie moje życiowe ADHD i słomiany zapał się skończył, bo oto ja kobieta – tysiąca pomysłów i jednej pracy wpadła po uszy w trychologię. Każda minuta z kamerą uświadamiała mi, że praktyka daje mi pewność, otwartość na problemy ludzi, daje mi doświadczenie, którego tak bardzo potrzebuję. 

Do meritum.

Po studiach pojechałam na XII Ogólnopolską Konferencję Trychologiczną, trochę z ciekawości, troszkę z podniesienia swojej wartości jako młodego stażem trychologa. Zakładałam, że będzie ona przebiegać w formie targów, takiego lokowania produktów różnych marek, a ja chciałam przede wszystkim ulokować swą wiedzę, osadzić ją na takim gruncie trychologicznej pewności – dasz radę kobieto! 

Nie zawiodłam się. 

To są konferencje naukowe, naukowcy rozmawiają o problemach i nie wstydzą się nie wiedzieć czy uczyć. Wielu wykładowców poznałam osobiście, to pełni empatii ludzie, chętni do pomocy i współpracy. Dziś mogę śmiało powiedzieć, jak w tytule artykułu: mam już dość szukania nowych pomysłów na życie. Zostaję tu z moim światem trichoskopii i ludzi, którzy mnie potrzebują. Pewnie mam ten komfort, że to moja pasja, której nie muszę uzależniać od przysłowiowej złotówki na chleb, ale nie to jest kwintesencją życia. 

Pełne morze marzeń zaczyna się, gdy zwątpienie przeradza się w motywację do poszukiwania, brak zaufania do siebie przeradza się w poszukiwanie wizji i ludzi chętnych do współpracy, bo zawsze znajdzie się taka teoria do braku odwagi.

Wróciłam z konferencji, założyłam firmę. Pomagam. Nie liczę „wyleczonych głów”, liczę na siebie. 

Bo trzeba być obecnym, żeby wygrać życie. Staram się być obecna w tym co robię. Bądźcie obecni na trychologicznych konferencjach, żeby z perfekcjonizmu stworzyć rzemieślnika i wynalazcę, twórcę i naukowca, wtedy dopiero z jakości tych zasobów stworzycie siebie i będziecie mieli dość innego podejścia do trychologii.

To taki krótki wpis niemerytoryczny, bo całą merytorykę podsumowania konferencji znajdziecie w na stronie w zakładce „Aktualności”. Chciałam się z Wami podzielić zdobytym doświadczeniem i przemyśleniami z pozycji obserwatora. Gdyby serwis „google” poprosił mnie o definicję Konferencji PST napisałabym „żywa nauka, mądra praktyka i rozwój, którego nie zburzą żadne kontrowersje rodzące się wokół zawodu trychologa”.  Być może nie ma go wpisanego na liście zawodów, bo to nie jest zawód, to jest misja, cel naukowego podejścia do wąskiej dziedziny nauki i bycia obecnym w tej nauce dla ludzi. To sobie wpiszmy w naszą definicję.

Miejcie dość szukania „terapii zastępczych” na podnoszenie kwalifikacji – przyjeżdżajcie na kolejną konferencję. Przepadnijcie w najlepszą trychologiczną pułapkę wiedzy, bo z tego „escape roomu” wyprowadzają Was najlepsi specjaliści, naukowcy, praktycy.

A dobrą kolację w doborowym towarzystwie też zdążyłam pójść, za oknem szumiało mi morze, a w głowie zostało morze możliwości.

Joanna, Wasz przyjaciel -trycholog

Przypisy i cytaty:

J. Walkiewicz

Facebook
Twitter
LinkedIn